Wyszłam z toalety kilka minut później.
Nie uwalniałam uciekać.
Nie tym razem.
Jeżeli Adrian urządzić sobie nowe życie, dostęp do niego może zakończyć się.
Ale tym razem to ja znalazłem wnioski.
powrótam na salę z bukietem w dłoniach.
Koordynatorka podbiegła do mnie.
– Wszystko w porządku?
Uśmiechnęłam się.
– Tak. Zajmijmy się ślubem.
Muzyka zaczęła grać.
Goście zajęli miejsca.
Stałam z boku, boczne drzwi.
Po chwili poszedł pan młody.
Adrian.
Tym razem nie wrócimy już do wątpliwości.
To naprawdę był on.
Miał dziesięć sam sposób chodzenia.
Ten sam lekko przekrzywiony uśmiech.
Dopasowany mankiet tak, jak robić to przed naszym ślubem.
Serce chorego mnie tak, że przez chwilę nie oddychać.
Ale nie pozostałam wzrokiem.
Adrian udostępniony w mojej stronie.
Nasze oczy się spotkały.
Zamarł.
